wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział III

Na swojej twarzy poczułam przyjemne promienie porannego słońca. Powoli otworzyłam powieki, a moim oczom ukazał się stojący nade mną Chester.
- Cześć psiaku- zaśmiałam się- Nie chcę Ci przeszkadzać ,ale przygniatasz mi nogę , wiesz?- powiedziałam, na co pupil zareagował polizaniem mojej twarzy- Chester! - zaśmiałam się- Wystarczy! Nie jestem Twoim śniadaniem!- pies spojrzał na mnie wesołym wzrokiem i zeskoczył z łóżka. Podniosłam się do pozycji siedzącej i wyciągnęłam się porządnie. Dało się słyszeć strzykanie kości. Ech, starość nie radość. Spojrzałam na zegarek w komórce. 11.25. Co? Boże , nigdy tak długo nie spałam. Leniwie wyszłam z łożka i zeszłam na dół.
- Chester! Uważaj- skarciłam psa kiedy zaplątał mi się pod nogami.
- Widzę, że wstała śpiąca królewna- zaśmiała się uradowana Amelia.
- Gdyby nie żywy budzik to prawdopodobnie spałabym do 12- odparłam- Gdzie idziesz? - zapytałam kiedy zauważyłam iż mój Anioł jest ubrany szczelnie w płaszcz ,czapkę i buty zimowe.
- Do sklepu. Zabrakło mi maku, a jutro są święta. W kuchni są gofry- puściła mi oczko i wyszła.
- To co? Zostaliśmy sami- ukucnęłam przy psie i poczochrałam po łbie, na co zaregowałam śmiesznym mruknięciem wyrażającym jego niezadowolenie. Zaśmiałam się pod nosem i pokierowałam się do kuchni w której miały na mnie czekać najlepsze gofry na całym bożym świecie. Gdy przekroczyła próg kuchni ,wmurowało mnie. Jak się okazało , nie byliśmy sami w domu. Na blacie stał jakiś chłopak ,który majsterkował coś przy kuchennej szafce, a konkretniej przy jej drzwiach. Na początku myślałam, że to jakiś złodziej, ale kiedy przeanalizowałam sytuację w jakiej się znajdowałam, to z tego co wiem złodzieje nie kradną drzwi od szafek...
- Ekhm...- odrząknęłam głośno, aby zwrócić swoją uwagę. Chłopak z burzą loków podskoczył wystraszony tracąc przy tym równawgę co wiązało się z bliżym spotkaniem z podłogą. Nastolatek pospiesznie wstał z ziemi, potrzepał włosy i zarzucił grzywkę na lewą stronę. Jego wzrok skierował się na mnie. Na początku jego twarz wyrażała gniew, lecz gdy bardziej mi się przyjrzał , jego mimika wykazywała zdziwienie.
- Wnioskując z twojego zachowania pierwszy chyba nie raczysz się odezwać tak więc, dzieńdobry- powiedziałam rozbawiona, a zarazem podirytowana tą sytuacją.
- Yym. Cześć- odparł zbity z pantałyku- Ty pewnie jesteś Vivi... Harry- podszedł do mnie i wyciągnął dłoń. Spojrzałam na nią ze zdziwieniem- Zazwyczaj ludzie uściskają sobie dłoń na przywitanie- odparł.
- Albo sobie w nie plują- powiedziałam patrząc mu w oczy koloru zielonego, można by powiedzieć nawet, że miały odcień
szmaragdu.
- Sądząc po Twoim wcześniejszym zachowaniu ty zapewne tak robisz- powiedział ze smutkiem w głosie.
- O czym ty mówisz?
- No tak , to oczywiste, że mnie nie rozpoznałaś. Podczas naszego pierwszego spotkania byłem zakapturzony...- skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na mnie okarżycielskim wzrokiem.
- Nie patrz na mnie tak jakbym Ci rodzinę zamordowała- prychnęłam wymijając go. Usiadałam przy wysepce i spojrzałam na gofry. Harry usiadł na przeciwko mnie podpierając się na łokciu.
- Ty wtedy tak na mnie patrzyłaś.
- Okej. Wiem co się kroi. Teraz mi będziesz wypominać moje zachowanie? Wy, mężczyźni jesteście bardzo przewidywalni. A tak w ogóle to mnie nawet nie znasz, więc się odczep- powiedziałam zaciskając pięści.
- Okej- uniósł ręce do góry w geście poddania się. Odszedł od stołu i wrócił do swojego poprzedniego zajęcia- Tak przy okazji, ładne wdzianko- puścił do mnie oczko wchodząc na blat. Wściekła odsunęłam się od wysepki i pobiegłam do pokoju. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i podeszłam do okna. Spojrzałam na okolicę spowitą białym puchem, nazywanym śniegiem. Homes Chapel najpiękniej wyglądało zimą oraz wiosną, kiedy wszystko na nowo rozkwita i ożywia. Odetechnęłam zmęczona. Odeszłam od okna i podeszłam do walizek. Czas się wziąć do roboty. Wyjęłam wszystkie moje ubrania i zaczęłam układać je do szafy.

Usłyszałam ciche pukanie.
- Proszę- odparłam,a po pokoju rozległo się ciche skrzypnięcie drzwi. Wyjęłam głowę z szafy i spojrzałam w stronę osoby, która weszła- Amelia! W końcu wróciłaś- przytuliłam ją mocno na przywitanie. Spojrzałam na nią...
-Co się stało? Dlaczego jesteś taka smutna? - zapytałam.
- Co się z Tobą dzieje złotko? Czemu potraktowałaś tak Harrego? Dlaczego jesteś taka nie miła dla ludzi? - spojrzała na mnie swoimi lazurowymi oczami. Ze wstydu spuściłam wzrok.
- Nie wiem... Znaczy się wiem, ale... Bo to wszystko jest takie... Ja już nie rozumiem...- zaczęłam się plątać. Amelia przygarnęła mnie do siebie przytulając mocno.
- Myszko, tak nie można. Nie możesz wyżywać się na ludziach. Szczególnie na Harrym. On i tak zaznał wiele złego w świecie show biznesu. Kiedy przyjeżdża tutaj , do Holmes Chapel, staramy się aby odpoczął. Aby znów poczuł się jak zwyczajny nastolatek.
- Zwyczajne nastolatki mają ciężkie życie- westchnęłam.
- Co się stało? Nie jesteś tą Vivi, którą pamiętam. Nie jesteś szczęśliwa...- powiedziała zmartwiona.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?- zapytałam ,aby się upewnić.
- Tak.
- No więc...

Opowiedziałam jej wszystko. Od początku do końca. Jak mnie okropnie wykorzystano. Kiedy,gdzie i kto. Podzieliłam się z nią wszystkim. Moim najskrytszym sekretem, najciemniejszym z ciemniejszych. Zrozumiała mnie.
- Nie pozwolę im Ciebie odebrać. Tutaj będziesz bezpieczna- ucałowała mnie w czoło- Chyba muszę odwołać dzisiejszą kolację.
- Jaką kolację? - zapytałam zaciekawiona.
- Z Richardem- zaczerwieniła się.
- Masz iść! Bez dyskusji! O której masz tą randkę?
- To nie randka!
- Nie wciskaj mi kitu- zaśmiałam się.
- O 17.
- To idziemy zrobić z Ciebie seksbombę - pocięgnęłam ją do jej pokoju , na co zareagowała śmiechem.
********************
Przedstawiam Ci mój czytelniku trzeci rozdział, który powstał pod wpływem mojej rzadkiej weny. Mam nadzieję, że go docenisz.
Twoja
Victoria Midori

sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział II

 Wzięłam kolejny łyk lawendowo - waniliowej herbaty, która przypominała mi wieczory z dzieciństwa, kiedy siadłyśmy razem z Amelią oraz mamą przy kominku i piłyśmy właśnie tą herbatę przegryzając kocie języczki, śmiejąc się do rozpuku. Niestety teraz, jak na razie, nie mam powodu, aby powrócić do tego stanu beztroski. Zresztą kto by był, gdyby przydarzyłoby mu się to co mi...?
- No, dalej, opowiadaj co tam u Ciebie? Co u mamy i Christian'a? Jak Wam się wiedzie?- zapytała z nieukrywaną ciekawością.
- Wzięli ślub- odparłam sucho- są już 4 miesiące małżeństwem- prychnęłam obojętnie.
- Wiem... Przepraszam , że mnie nie było, ale wiesz, że nie przepadam za Twoim ojczymem, a widok ich ślubu doprowadziłby mnie chyba do zawału...- uśmiech z jej twarzy powoli zaczął znikać.
-  Mnie też na nim nie było... Nie masz się czym martwić. Na Ciebie nie są źli- spuściłam głowę, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, która wylądowała z herbacie.
- Myszko, czemu płaczesz? Co się stało?- powiedziała przytulając mnie.
- Bo ... Widzisz... Ja...- głos mi się załamał. Nie mogłam nic z siebie wydusić, ale tylko jej mogę powierzyć ten sekret- Ja uciekłam z domu.
- Słucham? Dlaczego? Vivi, co się stało?- powiedziała patrząc mi w oczy.
- Ja już miałam tego dość. Nie mogłam wytrzymać ciągłych kłamstw mamy i Christian'a. Tego, że będziemy szczęśliwą rodziną, bo to gówno prawda. Nie umiałam z nimi usiedzieć jednej minuty. Za wszystko mnie obwiniał, za wszystko. On mnie nienawidzi, zresztą ja jego też. Nastawił wszystkich przeciwko mnie i w dodatku...- przerwałam swoje wywody
- W dodatku...?- ponagliła mnie Amelia
- W dodatku stęskniłam się za Tobą- przytuliłam ją.
- Ja też się za Tobą stęskniłam, ale mam takie wrażenie, że nie powiedziałaś mi wszystkiego...- spojrzała mi w oczy zmartwiona- Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.
 - Wiem , ale naprawdę powiedziałam Ci wszystko- skłamałam, a potem obdarzyłam Amelię sztucznym uśmiechem. Amelia pogłaskała mnie po policzku i ucałowała w czoło. Wstała z podłogi i wyszła do kuchni z kubkami po herbacie. Ja zostałam sama, siedząc przy kremowej kanapie w blado różowe różyczki, patrząc w palący się ogień w starym kominku z czerwonej cegły. Po chwili dołączył do mnie Chester. Cicho zaskomlał, po czym ułożył się obok mnie kładąc swój łeb i łapy na moich nogach.
- Co to piesku?- zapytałam go głaszcząc go po głowie- Tęskniłeś za mną?- Chester lekko zamerdał ogonem, jakby mnie rozumiał- Niedługo Święta, zaczniesz w końcu mówić czy znów opłatek pójdzie na marne?- zaśmiałam się, a pies spojrzał na mnie iskrzącymi się oczyma- Czyli, że tak?- odparłam podekscytowana, a Chester zawtórował mi wesołym szczeknięciem- No to super ziomalu, w końcu sobie przeprowadzimy normalny dialog, a nie tak jak w tej chwili- puściłam do niego oczko, a on znów wygodnie się ułożył mi na nogach i zamknął oczy.
- Oj... Chyba wiesz co to oznacza?- zaśmiała się Amelia, stojąc w progu salonu- Teraz Ciebie w ogóle nie puści.
- Czy ja się gdzieś wybieram? Jak na razie zamierzam Was okupować do śmierci- zaśmiałam się, a Chester pomerdał lekko ogonem- Mi się wydaje, czy on wie o czym mówię.
- To mądry pies, zawsze Ciebie rozumiał-powiedziała wzruszona- Chodź pokarzę ci twój pokój- puściła do mnie oczko.
- Moje kingdom?- klasnęłam w dłonie co spowodowało poderwanie się Chestera.
- Tak - zaśmiała się melodyjnie , po czym pomogła mi wstać, wzięła mnie pod rękę i białymi, dębowymi schodami zaprowadziła mnie na piętro. Po chwili stanęłyśmy przed białymi , przetartymi ,dębowymi drzwiami. Ujęłam w dłoń miedzianą gałkę i przekręciłam, co spowodowało otwarcie się skrzypiących drzwi. Weszłam powoli do środka, a za mną Amelia. Nic się nie zmieniło. Ściany nadal były pokryte beżową tapetą w pastelowe rożyczki. Sufit pokoju , jak zwykle, był przystrojony w białe światełka. Między dwoma dużymi oknami znajdowało się białe, antyczne łóżko z baldachimem, pokryte białą kołdrą i pastelowymi poduszkami w przeróżne wzory. Nie zabrakło także biurka, szafy oraz regału wykonanych z białego dębu. Odwróciłam się twarzą do Amelii.
- Kocham Cię!- krzyknęłam rzucając się na nią. Uścisnęłam ją jak najmocniej, aby udowodnić moje uczucia jakie do niej żywię. Spojrzałam w jej szkliste, lecz szczęśliwe oczy.
- Och złotko Ja Ciebie też- uśmiechnęła się promiennie i przetarła oczy skrawkiem koszuli- Jeżeli masz mnie codziennie doprowadzać do płaczu, to nie chcę Ciebie tutaj- zaśmiała się i ucałowała mnie w policzek.
- Nigdy w życiu się mnie nie pozbędziesz- puściłam jej oczko. Amelia znów uśmiechnęła się szeroko.
- Dobranoc, złotko- powiedziała wychodząc.
- Dobranoc- odpowiedziałam. Podniosłam moją walizkę z podłogi i rzuciłam na łóżko. Rozpięłam zamek i otworzyłam ją. Wzięłam piżamę, ręcznik i kosmetyczkę. Kiedy weszłam do przyległej łazienki, zamknęłam się w niej. Przyzwyczajenie. Zatkałam korek w wannie i puściłam ciepłą wodę. Swoje brązowe loki spięłam w niezgrabnego koczka. Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania wraz z bielizną i weszłam do wanny pełnej ciepłej, relaksującej wody. Zanurzając się cała w cieczy, przeszedł mnie dreszcz przyjemności. Zamknęłam oczy i odetchnęłam z ulgą. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Z niewiadomych powodów byłam dumna. Wręcz rozpierała mnie ta Duma. W końcu się urwałam od tego hałasu. Ale czy na pewno to jest powodem mojej decyzji?... Innych mogę oszukiwać, ale nie siebie. Tata zawsze powtarzał, żebym była szczera w stosunku do siebie samej i moich bliskich. Lecz ja już nie mam bliskich, a on wyjechał bez żadnego słowa wyjaśniającego jego ucieczkę (?). Nie wiem jak inaczej nazwać to co zrobił. Wszyscy mnie opuścili. Bo co? Że niby się zmieniłam? Tak. Zmieniłam się. Tak, jak każdy z nas. Ale czy to zawsze mnie trzeba obarczać wszelkimi problemami, obwiniać? Ponoć sama się o to prosiłam. Dawałam mu znaki. Prowokowałam. Jemu? Chciałby! Ale jak już wspominałam, ja jestem 16 letnią smarkulą, która lubi być rebelką i to zawsze moja wina. Co się stało? Ten obleś mnie zgwałcił. Kto? Mój ojczym od siedmiu boleści. Zrobił to bez żadnego poczucia winy, bo ja jestem sprawczynią. To ja do tego doprowadziłam. Ja go kusiłam. Jak Ewa Adama. Ja jestem winna temu grzechu. Wszyscy uwierzyli mu. Nie mi, lecz mu.

- Nie widzisz, że ona kłamie?! Ta smarkula perfidnie kłamie!- krzyknął. Moja mama nadal nie wiedziała co myśleć, co czuć. To wszystko stało się tak nagle.
- Spierdalaj świnio!- krzyknęłam- Uważasz, że moja mama przyzna Ci rację? 
- To nie ja kryłem narkotyki, szlugi i Bóg wie co!
- Ty jeszcze masz czelność przywoływać Boga po tym co zrobiłeś?!
- Vivi. Nie rozumiem co zamierzasz swoim zachowaniem- wtrąciła się nagle mama- Dlaczego obwiniasz wszystkich dookoła za swoje błędy?- powiedziała spokojnie.
- Ale mamo! On mnie zgwałcił! Rozumiesz? W dzień Waszego ślubu! Czy ty tego nie pojmujesz?! 
- Masz jakieś dowody?- zapytała mnie mama
- Słucham? Nie wierzysz mi?!- po moim policzku zaczęły płynąć łzy- Jak tak możesz...- spytałam prawie szeptem.
- Odkąd tata nas opuścił dzień w dzień mnie okłamujesz. Nie tylko mnie. Wszystkich. Niszczysz miłą atmosferę. Łudzisz się , że po tym co zrobiłaś ja Ci zaufam? Nie. Twoje przyjaciółki Ci nie uwierzyły, to próbujesz przeciągnąć mnie na swoją stronę... Tak nie można.

Poczułam słone łzy na moich policzkach, które pospiesznie starłam. Otworzyłam powoli oczy. Rozejrzałam się dookoła, sprawdzając czy jestem sama.
- Nic mi się nie stanie. Nie tutaj. Jestem bezpieczna- powtarzałam jak mantrę. Wyszłam z wanny i opatuliłam się puszystym ręcznikiem. Podeszłam do zaparowanego lustra i przetarłam ręką. Zobaczyłam swoje odbicie. Odbicie zmęczonej , wychudzonej i nieszczęśliwej dziewczyny. Spróbowałam się uśmiechnąć co zakończyło się klęską. Nie umiem. Zrezygnowana sięgnęłam po szczoteczkę do zębów. Namoczyłam ją pod zimną wodą i nałożyłam na nią pastę. Zaczęłam powoli i dokładnie myć zęby. W tym samym czasie ubrałam niebieskie piżamowe spodnie w żółte kaczki i szarą bluzę.Rozpuściłam włosy sięgające mi do łokci i przeczesałam je szczotką.Wyplułam zawartość buzi do zlewy. Otworzyłam drzwi i wyszłam do pokoju. Zdjęłam z łóżka walizkę i wskoczyłam pod kołdrę. Okryłam się szczelnie, zamknęłam oczy po czym usnęłam zmęczona najgorszym, a zarazem najlepszym dniem mojego życia.
*************************************
W końcu napisałam 2 rozdział! Ach. Jestem z siebie dumna :) Od kilku tygodni siedziałam i nie wiedziałam co napisać. Do dzisiaj. Chyba fakt iż zaczęły się moje upragnione ferie zmotywował do napisania tego rozdziału :) Mam nadzieję, że się spodoba.
Victoria Hazel