Nie mam czego
już tu szukać. Nie w tym domu. Nikt mi nie wierzy. Bo po co? Przecież jestem
16-letnią smarkulą, a dziewczyny w moim wieku tylko kłamią i buntują się… Teraz
odjeżdżam taksówką spod domu. Kierowca dziwnie się na mnie patrzy. Co? Nigdy w
życiu nie widział zapłakanej nastolatki, która chce uciec z domu? Przecież w
tych czasach to ponoć norma.
- Ile masz lat,
dziewczynko?- zapytał mężczyzna za kółkiem koło 60- tki
- Wystarczająco
dużo żeby doznać wiele zła- powiedziałam.
- Jakiego zła?
- To już moja
sprawa.
- Każdy problem
da się rozwiązać. Uwierz mi. Mam już parę lat na karku i wiem co mówię. Może
rodzice Ci pomogą…
- Rodzice? Niech
mnie pan nie rozśmiesza. Przez nich właśnie jestem w tym stanie. Przepraszam,
ale nie chcę o tym rozmawiać i to w dodatku z obcym mężczyzną, która kompletnie
mnie nie zna- odparłam i wpatrywałam się jak po szybie ‘’ścigają się’’ krople
deszczu. W dali zobaczyłam błysk pioruna. Kocham burze. Wręcz je uwielbiam…
Lecz ta deszczowa noc jest najgorszą jaką kiedykolwiek przeżyłam. Kiedy wrócę
wspomnieniami to tego co stało się przed chwilą bierze mnie na wymioty… Ugh…
Nie. Muszę o tym zapomnieć… muszę…
- Jesteśmy na
miejscu- powiedział kierowca.
- Dziękuję, ile
płacę?
- 15 funtów-
odparł, a ja wyciągnęłam ze starego ,skórzanego portfela podaną kwotę.
- Dobranoc-
powiedziałam i wyszłam z auta, podeszłam do bagażnika i wyjęłam moje rzeczy.
- Może poczekać
z Tobą na pociąg?
- Nie dziękuję,
nie trzeba.
- Ale jest…
- Tak wiem. Jest
prawie 2 w nocy, ale ja nie mam takiej potrzeby. Naprawdę. Dziękuję i dobranoc.
- Dobranoc.
Uważaj na siebie.
- Nie obiecuję-
powiedziałam do bardziej do siebie niż do niego, bo zdążył już odjechać swoją
czarną taksówką. Podeszłam do kasy, w której siedziała młoda blondynka.
- Jeden bilet do
Chomes Chapel- powiedziałam.
- Najbliższy
będzie za 15 minut- odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Dobrze. Ile
płacę?
- 50 funtów.-
odparła, a ja wyciągnęłam po raz kolejny portfel mojego ojczyma. Tak zwinęłam
mu kasę przed ucieczką. Kieszonkowe nie byłoby wystarczające. Oszczędziłam mu
już te jego złote karty kredytowe, które wielbił nad życie… Sukinsyn jeden…
- Halo?- ktoś mnie
wyrwał z moich jakże głębokich przemyśleń
- Słucham?
- Oto pani bilet-
odpowiedziała lekko zdziwiona , a może zmartwiona pani z okienka.
- A. Tak-
zapłaciłam za bilet i powędrowałam na peron. Nikogo poza mną nie było na
stacji. W sumie to i dobrze. Wolę być sama niż z grzeczności z kimś rozmawiać. Pamiętam,
że jako dziecko byłam bardzo zaintrygowana ludźmi, którzy ni stąd ni zowąd
zagadują innych. Zawsze było mi ich żal. Uważałam, że są bardzo samotni i nie
mają z kim rozmawiać, dlatego przychodzą na stację pociągową i rozmawiają z
przypadkowymi osobami spędzając w tym miejscu calutki dzień… W sumie to prawda,
ale raczej nie przychodzą tu specjalnie, ale co tam 4- latek może wiedzieć?
Dzieci zazwyczaj wymyślają dziwne rzeczy i mają swój pogląd na świat. Ile
oddałabym za to żeby znów być małą dziewczynką, która wymyślała różne rzeczy,
była brudna od czekolady i miała zawsze zadrapane kolana, które byłe oznaką
dobrej zabawy. Niestety ja bardzo szybko dorosłam… Nawet za. Ale jak to się
mówi : „Life is Brutal”. A może zamiast „Life” powinno być „World”?
Przede mną nagle
wyrósł pociąg, który miał mnie wybawić z tego miejsca. Londyn to piękne miasto.
Uwielbiam je, ale na razie mam z nim same złe wspomnienia, które jak na razie
za nic nie chcą opuścić mojego umysłu… Pospiesznie złapałam za walizkę oraz
torbę i wsiadłam do pociągu. Nie musiałam długo szukać pustego przedziału.
Swoje bagaże włożyłam na górę i z ulgą usiadłam w fotelu. Skorzystałam z faktu,
że jestem sama w przedziale i położyłam nogi na drugi fotel. Po chwili
usłyszałam gwizdek i powoli odjechaliśmy. Za 3 godziny miałam być w Chomes
Chapel. Wyjęłam odtwarzacz MP3 i włożyłam słuchawki. Włączyła się dobrze znana
mi piosenka… a mianowicie River Emeli Sande… Tyle wspomnień z nią związanych.
Ulubiona piosenka mojej mamy. Nagle mój telefon zaczął wibrować. O wilku mowa.
Mama. Teraz to się będziesz martwić, nie? Ha! Chciałabyś żebym odebrała. Wręcz
marzysz. Niestety wiem o istnieniu czerwonej przycisku, który odrzuci Twoje
połączenie. Voilá. Wyłączyłam głos w telefonie i chwilę oddałam się w ramiona
Morfeusza, który ukoił moje nerwy.
Poczułam jak
ktoś mną lekko szturcha.
- Przepraszam?
- Słucham?-
zapytałam lekko zaspana.
- Bilet do
kontroli- odpowiedział prawdopodobnie konduktor.
- A. Tak-
wyjęłam z tylnej kieszeni moich czarnych rurek kawałek papieru zwany biletem-
Proszę.
- Dziękuję-
mężczyzna skasował go i oddał- do Chomes Chapel zostało pół godziny-uśmiechnął
się.
- Dziękuję za
informacje- powiedziałam.
- Nie ma za co-
rzucił przez ramię wychodząc.
- Jedziesz do
Chomes Chapel?- zapytał ktoś w przedziale , na co zareagowałam nerwowympodskokiem
w fotelu.
- Skąd ty tutaj
do cholery się wziąłeś?- zapytałam zbulwersowana faktem, iż nie miałam pojęcia
o istestwie drugiej osoby w przedziale . Przy drzwiach siedział chłopak w
kapturze i okularach… Nie ukrywam, że cholernie się bałam.
- Wszedłem kiedy
spałaś. Nie chciałem Ciebie budzić… bo ten… wyglądałaś na zmęczoną… wiem jak to
jest więc…- zaczął gadać głupoty.
- Aha… Dobrze
wiedzieć… A co do Twojego pytania. Tak. Jadę do Chomes Chapel.
- Też tam jadę.
Do domu.
- Po co mi to
mówisz?- zapytałam
- Sam nie wiem.
- Przepraszam,
że to mówię, ale dziwny jesteś- powiedziałam prosto z mostu, na co on
zareagował śmiechem- No co?
- W towarzystwie
dziewczyn taki jestem… Nie wiem co powiedzieć. Gadam bez ładu i składu.
- Najlepiej nic
nie mów- odparłam bezczelnie i oschle przez co nie odzywał się przez resztę jazdy.
Te pół godziny było najdłuższym pół godziny w moim życiu. Pożałowałam tego, że
tak powiedziałam. Idiotka ze mnie. Nie wiem co mi odbiło. To wszystko przez ten
incydent… To jak? Wracamy do głębokich przemyśleń na temat mojego ojczyma?...
Nie! On nawet nie jest wart tego żebym go obrażała… Po chwili pociąg się
zatrzymał. Sięgnęłam po moje bagaże i pospiesznie wyszłam z pociągu. Złapałam
taksówkę i pojechałam do niej. Do mojego Anioła Stróża. Nie minęło 10 minut
kiedy samochód zatrzymał się przed białym domku ogrodzonym białym płotem.
Zapłaciłam kierowcy należytą sumę i razem z moimi bagażami przeszłam przez
białą, dębową furtkę. Wąziutką ścieżką, jak zwykle w nocy oświetloną małymi
lampkami, podążyłam ku , także białym, majestatycznym , rzeźbionym drzwiom za
którymi czekała na mnie pewna osoba. Hmm… trudno powiedzieć, że czekała, skoro
nie miała pojęcia o moim przybycie. Pokonałam pięć schodków i stanęłam przed
drzwiami. Wyprostowałam się i wziełam głęboki oddech. Poczułam , tak zwane,
motyli w brzuchu i zapukałam trzy razy. Po chwili ze środka dało się słyszeć
szczekanie psa i kroki. Na moment hałas ustał , a kilka sekund potem drzwi
otworzyły się i moim oczom ukazała się znajoma , uśmiechnięta twarz. Twarz za
którą tak bardzo tęskniłam i pragnęłam ją zobaczyć. Od razu poczułam się
lepiej. Wszystkie moje zmartwienia odeszły i przyszła fala radości i szczęścia.
Jej siwe długie, zadbane włosy opadały na ramiona. Pomarszczona twarz była
przybrana w uśmiech, który dawał Ci do zrozumienia , że przy tej osobie nic Ci
się nie stanie. Uwagę przykuwały wiecznie młode oczy , których barwa była
niesamowita. Kolor była autentycznie w kolorze lapis lazuli.
- Vivi?-
odezwała się swoim anielskim głosem
- Amelia-
powiedziałam zadowolona, po czym poczułam łzę na moim policzku, którą szybko
starłam.
- Jak ty
wyrosłaś!- odparła z niedowierzaniem kobieta , ujmując moją twarz w ręce- To
naprawdę ty złotko?
- Tak Bree, to
ja. Twoja mała Vivi.
- Wchodź to
środka dziecko moje drogie, bo jeszcze mi się przeziębisz , a tego nie chcemy-
zaśmiała się- Chester! Piesku! Zobacz kto przyjechał!- krzyknęła staruszka w
głąb domu , zamykając za nami drzwi. Nie trzeba była długo czekać na domowego
zwierzaka, który jak zawsze musiał na mnie skoczyć , powodując mój upadek. Tradycja.
-Witaj Chester-
zaśmiałam się- Widzę, że nie zmieniłeś swoich przyzwyczajeń związanych z
witaniem gości, huh?- zapytałam go , na co husky odpowiedział mi głośnym
szczeknięciem.
- Chester! Ty
urwipołciu ! Złaź z Vivi! Ach… Z Tobą same kłopoty, ale co ja bym bez Ciebie
zrobiła- Bree uklęknęła przy psie, który jej wesoło ‘’odpowiedział’’.
- Rozbierz się ,
a ja zaparzę naszą ulubioną herbatę, założę się , że masz mi wiele do
opowiedzenia- krzyknęła Bree kierując się w stronę kuchni.
Wtedy poczułam ,
że moje życie przewróciło się o 360 stopni. Z wiecznie hucznego Londynu
uciekłam do tej małej mieścinki Homes Chapel , w której nie odwiedzałam bite
pięć lat. Jestem teraz inna. Wszystko jest inne. Na szczęście mój Anioł jest
nadal taki sam. Teraz musi mi tylko pomóc przywrócić dawną mnie, abym znów
zaczęła słuchać, patrzeć i oddychać tak jak kiedyś. Wiem, może być już za późno
, ale …lepiej późno niż wcale. Czyż , nie?
************************
Pierwszy rozdział napisany, a pod Prologiem nie ma żadnych komentarzy... Seriously?... >smutek<
Twoja
Victoria Hazel
zbuntowane, ale błagam zmień czcionkę, bo mam problem z takimi rzeczami = ja jestę dyslektykę, więc jeszcze gorzej mi idzie :/ . ale fajny rozdział, czekam na więcej <3
OdpowiedzUsuńPS. błagam po raz kolejny i każdego nowego bloggera (w sensie tego co sobie nie pozmieniał ustawień) - usuńcie te durne weryfikacje obrazkowe ! : D . oczy mnie od tego bolą :(
Fajnie się zapowiada, czekam na rozwinięcie akcji :)
OdpowiedzUsuńP.S. Chciałabym Ciebie serdecznie zaprosić na nowy, 12 rozdział na http://hungry-for-love-and-happiness.blogspot.com/ <3 Jest on z perspektywy Zayn'a xx Mam nadzieje, że wpadniesz! :D
Zapraszam na nową notkę na blogu http://hungry-for-love-and-happiness.blogspot.com/ xx :)
OdpowiedzUsuńRozdział 1 fenomenalny! ♥ Równie dobry co prolog!
OdpowiedzUsuńOba teksty baaardzo zachęcające, intrygujące... :D
Z pewnością będę czytała! ♥
Mam również nadzieję, że nie będę długo musiała czekać na kolejne rozdziały...
Życzę dalszej weny i pozdrawiam cieplutko! ♥
marrymeharrystyles.blogspot.com/
Mogłabyś mnie informować o nowych postach na TT? :D
@FreeHugsHarry
Zapraszam na nowy, 20 rozdział na moim blogu - hungry-for-love-and-happiness.blogspot.com :) Jest on z perspektywy Jess - mam nadzieję, że wpadniesz xx
OdpowiedzUsuń(...)- Nie opuszczaj mnie, bo tęsknię za wami wszystkimi. – wyszeptałam i zaczęłam płakać.
- My wszyscy też za tobą tęsknimy i nie możemy się doczekać, żeby powitać ciebie znowu w domu. Mam nadzieje, że zobaczymy się już niedługo. – odpowiedział chłopak, dał mi buziaka w czoło i wstał.
- Do zobaczenia. – powiedział i wyszedł z pokoju.
Zostałam znów sama, sama jak palec. Jedyne co słyszałam, to tylko cisza i odgłosy dobiegające z korytarza.
Zapraszam na nowy, 22 rozdział na moim blogu - hungry-for-love-and-happiness.blogspot.com :) Jest on z perspektywy Jessicy - mam nadzieję, że wpadniesz i zostawisz po sobie jakąś pamiątkę xx
OdpowiedzUsuń"(..) Nie sądzę, aby kiedykolwiek pamięć mu wróciła, bo prawdopodobieństwo na to jest bardzo małe, jednak w końcu nadzieja matką głupich. Wszyscy szczęśliwi tańczyli w wolnym tańcu ze swoją drugą połówką, a ja jak zwykle sama jak palec siedziałam na kanapie i tylko się patrzyłam na innych. Przytuliłam się do poduszki, położyłam się na kanapie i zamknęłam oczy, jednak po chwili poczułam, że ktoś gładzi mnie po policzku."
Dopiero zaczęłam czytac : ) Ale już mi się podoba ;D zobaczymy co będzie dalej ;D
OdpowiedzUsuń