Wzięłam kolejny łyk lawendowo - waniliowej herbaty, która przypominała mi wieczory z dzieciństwa, kiedy siadłyśmy razem z Amelią oraz mamą przy kominku i piłyśmy właśnie tą herbatę przegryzając kocie języczki, śmiejąc się do rozpuku. Niestety teraz, jak na razie, nie mam powodu, aby powrócić do tego stanu beztroski. Zresztą kto by był, gdyby przydarzyłoby mu się to co mi...?
- No, dalej, opowiadaj co tam u Ciebie? Co u mamy i Christian'a? Jak Wam się wiedzie?- zapytała z nieukrywaną ciekawością.
- Wzięli ślub- odparłam sucho- są już 4 miesiące małżeństwem- prychnęłam obojętnie.
- Wiem... Przepraszam , że mnie nie było, ale wiesz, że nie przepadam za Twoim ojczymem, a widok ich ślubu doprowadziłby mnie chyba do zawału...- uśmiech z jej twarzy powoli zaczął znikać.
- Mnie też na nim nie było... Nie masz się czym martwić. Na Ciebie nie są źli- spuściłam głowę, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, która wylądowała z herbacie.
- Myszko, czemu płaczesz? Co się stało?- powiedziała przytulając mnie.
- Bo ... Widzisz... Ja...- głos mi się załamał. Nie mogłam nic z siebie wydusić, ale tylko jej mogę powierzyć ten sekret- Ja uciekłam z domu.
- Słucham? Dlaczego? Vivi, co się stało?- powiedziała patrząc mi w oczy.
- Ja już miałam tego dość. Nie mogłam wytrzymać ciągłych kłamstw mamy i Christian'a. Tego, że będziemy szczęśliwą rodziną, bo to gówno prawda. Nie umiałam z nimi usiedzieć jednej minuty. Za wszystko mnie obwiniał, za wszystko. On mnie nienawidzi, zresztą ja jego też. Nastawił wszystkich przeciwko mnie i w dodatku...- przerwałam swoje wywody
- W dodatku...?- ponagliła mnie Amelia
- W dodatku stęskniłam się za Tobą- przytuliłam ją.
- Ja też się za Tobą stęskniłam, ale mam takie wrażenie, że nie powiedziałaś mi wszystkiego...- spojrzała mi w oczy zmartwiona- Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.
- Wiem , ale naprawdę powiedziałam Ci wszystko- skłamałam, a potem obdarzyłam Amelię sztucznym uśmiechem. Amelia pogłaskała mnie po policzku i ucałowała w czoło. Wstała z podłogi i wyszła do kuchni z kubkami po herbacie. Ja zostałam sama, siedząc przy kremowej kanapie w blado różowe różyczki, patrząc w palący się ogień w starym kominku z czerwonej cegły. Po chwili dołączył do mnie Chester. Cicho zaskomlał, po czym ułożył się obok mnie kładąc swój łeb i łapy na moich nogach.
- Co to piesku?- zapytałam go głaszcząc go po głowie- Tęskniłeś za mną?- Chester lekko zamerdał ogonem, jakby mnie rozumiał- Niedługo Święta, zaczniesz w końcu mówić czy znów opłatek pójdzie na marne?- zaśmiałam się, a pies spojrzał na mnie iskrzącymi się oczyma- Czyli, że tak?- odparłam podekscytowana, a Chester zawtórował mi wesołym szczeknięciem- No to super ziomalu, w końcu sobie przeprowadzimy normalny dialog, a nie tak jak w tej chwili- puściłam do niego oczko, a on znów wygodnie się ułożył mi na nogach i zamknął oczy.
- Oj... Chyba wiesz co to oznacza?- zaśmiała się Amelia, stojąc w progu salonu- Teraz Ciebie w ogóle nie puści.
- Czy ja się gdzieś wybieram? Jak na razie zamierzam Was okupować do śmierci- zaśmiałam się, a Chester pomerdał lekko ogonem- Mi się wydaje, czy on wie o czym mówię.
- To mądry pies, zawsze Ciebie rozumiał-powiedziała wzruszona- Chodź pokarzę ci twój pokój- puściła do mnie oczko.
- Moje kingdom?- klasnęłam w dłonie co spowodowało poderwanie się Chestera.
- Tak - zaśmiała się melodyjnie , po czym pomogła mi wstać, wzięła mnie pod rękę i białymi, dębowymi schodami zaprowadziła mnie na piętro. Po chwili stanęłyśmy przed białymi , przetartymi ,dębowymi drzwiami. Ujęłam w dłoń miedzianą gałkę i przekręciłam, co spowodowało otwarcie się skrzypiących drzwi. Weszłam powoli do środka, a za mną Amelia. Nic się nie zmieniło. Ściany nadal były pokryte beżową tapetą w pastelowe rożyczki. Sufit pokoju , jak zwykle, był przystrojony w białe światełka. Między dwoma dużymi oknami znajdowało się białe, antyczne łóżko z baldachimem, pokryte białą kołdrą i pastelowymi poduszkami w przeróżne wzory. Nie zabrakło także biurka, szafy oraz regału wykonanych z białego dębu. Odwróciłam się twarzą do Amelii.
- Kocham Cię!- krzyknęłam rzucając się na nią. Uścisnęłam ją jak najmocniej, aby udowodnić moje uczucia jakie do niej żywię. Spojrzałam w jej szkliste, lecz szczęśliwe oczy.
- Och złotko Ja Ciebie też- uśmiechnęła się promiennie i przetarła oczy skrawkiem koszuli- Jeżeli masz mnie codziennie doprowadzać do płaczu, to nie chcę Ciebie tutaj- zaśmiała się i ucałowała mnie w policzek.
- Nigdy w życiu się mnie nie pozbędziesz- puściłam jej oczko. Amelia znów uśmiechnęła się szeroko.
- Dobranoc, złotko- powiedziała wychodząc.
- Dobranoc- odpowiedziałam. Podniosłam moją walizkę z podłogi i rzuciłam na łóżko. Rozpięłam zamek i otworzyłam ją. Wzięłam piżamę, ręcznik i kosmetyczkę. Kiedy weszłam do przyległej łazienki, zamknęłam się w niej. Przyzwyczajenie. Zatkałam korek w wannie i puściłam ciepłą wodę. Swoje brązowe loki spięłam w niezgrabnego koczka. Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania wraz z bielizną i weszłam do wanny pełnej ciepłej, relaksującej wody. Zanurzając się cała w cieczy, przeszedł mnie dreszcz przyjemności. Zamknęłam oczy i odetchnęłam z ulgą. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Z niewiadomych powodów byłam dumna. Wręcz rozpierała mnie ta Duma. W końcu się urwałam od tego hałasu. Ale czy na pewno to jest powodem mojej decyzji?... Innych mogę oszukiwać, ale nie siebie. Tata zawsze powtarzał, żebym była szczera w stosunku do siebie samej i moich bliskich. Lecz ja już nie mam bliskich, a on wyjechał bez żadnego słowa wyjaśniającego jego ucieczkę (?). Nie wiem jak inaczej nazwać to co zrobił. Wszyscy mnie opuścili. Bo co? Że niby się zmieniłam? Tak. Zmieniłam się. Tak, jak każdy z nas. Ale czy to zawsze mnie trzeba obarczać wszelkimi problemami, obwiniać? Ponoć sama się o to prosiłam. Dawałam mu znaki. Prowokowałam. Jemu? Chciałby! Ale jak już wspominałam, ja jestem 16 letnią smarkulą, która lubi być rebelką i to zawsze moja wina. Co się stało? Ten obleś mnie zgwałcił. Kto? Mój ojczym od siedmiu boleści. Zrobił to bez żadnego poczucia winy, bo ja jestem sprawczynią. To ja do tego doprowadziłam. Ja go kusiłam. Jak Ewa Adama. Ja jestem winna temu grzechu. Wszyscy uwierzyli mu. Nie mi, lecz mu.
- Nie widzisz, że ona kłamie?! Ta smarkula perfidnie kłamie!- krzyknął. Moja mama nadal nie wiedziała co myśleć, co czuć. To wszystko stało się tak nagle.
- Spierdalaj świnio!- krzyknęłam- Uważasz, że moja mama przyzna Ci rację?
- To nie ja kryłem narkotyki, szlugi i Bóg wie co!
- Ty jeszcze masz czelność przywoływać Boga po tym co zrobiłeś?!
- Vivi. Nie rozumiem co zamierzasz swoim zachowaniem- wtrąciła się nagle mama- Dlaczego obwiniasz wszystkich dookoła za swoje błędy?- powiedziała spokojnie.
- Ale mamo! On mnie zgwałcił! Rozumiesz? W dzień Waszego ślubu! Czy ty tego nie pojmujesz?!
- Masz jakieś dowody?- zapytała mnie mama
- Słucham? Nie wierzysz mi?!- po moim policzku zaczęły płynąć łzy- Jak tak możesz...- spytałam prawie szeptem.
- Odkąd tata nas opuścił dzień w dzień mnie okłamujesz. Nie tylko mnie. Wszystkich. Niszczysz miłą atmosferę. Łudzisz się , że po tym co zrobiłaś ja Ci zaufam? Nie. Twoje przyjaciółki Ci nie uwierzyły, to próbujesz przeciągnąć mnie na swoją stronę... Tak nie można.
Poczułam słone łzy na moich policzkach, które pospiesznie starłam. Otworzyłam powoli oczy. Rozejrzałam się dookoła, sprawdzając czy jestem sama.
- Nic mi się nie stanie. Nie tutaj. Jestem bezpieczna- powtarzałam jak mantrę. Wyszłam z wanny i opatuliłam się puszystym ręcznikiem. Podeszłam do zaparowanego lustra i przetarłam ręką. Zobaczyłam swoje odbicie. Odbicie zmęczonej , wychudzonej i nieszczęśliwej dziewczyny. Spróbowałam się uśmiechnąć co zakończyło się klęską. Nie umiem. Zrezygnowana sięgnęłam po szczoteczkę do zębów. Namoczyłam ją pod zimną wodą i nałożyłam na nią pastę. Zaczęłam powoli i dokładnie myć zęby. W tym samym czasie ubrałam niebieskie piżamowe spodnie w żółte kaczki i szarą bluzę.Rozpuściłam włosy sięgające mi do łokci i przeczesałam je szczotką.Wyplułam zawartość buzi do zlewy. Otworzyłam drzwi i wyszłam do pokoju. Zdjęłam z łóżka walizkę i wskoczyłam pod kołdrę. Okryłam się szczelnie, zamknęłam oczy po czym usnęłam zmęczona najgorszym, a zarazem najlepszym dniem mojego życia.
*************************************
W końcu napisałam 2 rozdział! Ach. Jestem z siebie dumna :) Od kilku tygodni siedziałam i nie wiedziałam co napisać. Do dzisiaj. Chyba fakt iż zaczęły się moje upragnione ferie zmotywował do napisania tego rozdziału :) Mam nadzieję, że się spodoba.
Victoria Hazel
Boooskie! <3 Czekam na nn i zapraszam na http://imagin-onedirectionlove.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńJezu Ty tak świetnie piszesz, a tak dawno nic nie umieszczałaś :( Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że umieściłaś coś nowego! :D Mam nadzieję, że umieścisz kolejny trochę szybciej <3
OdpowiedzUsuńP.S.
Z góry przepraszam za spam.
Zapraszam serdecznie na nowe rozdziały na blogu http://hungry-for-love-and-happiness.blogspot.com/ :) Mam nadzieję, że wpadniesz xx
(...) Rozmawialiśmy tak przez jakąś godzinę i piliśmy coraz więcej, co spowodowało, że byliśmy nieźle spici. Nudziło mi się i miałam ochotę się zabawić, więc zaczęliśmy tańczyć. Duża ilość ludzi powodowała, że byliśmy bardzo blisko siebie – wręcz ocieraliśmy się o siebie, jednak mi się to podobało. W końcu jednak, po jakimś czasie zmęczeni usiedliśmy przy wolnym stoliku na kanapach. Wtedy spojrzeliśmy sobie w oczy. Obydwoje zatraciliśmy się w swoich źrenicach i zaczęliśmy zbliżać się do siebie.